Bobek - część pierwsza.
Dzień jak co dzień.
A mimo to powstał ten oto krótki kawałek czegoś.
Zachęcam do przyswojenia sobie pierwszej części przygód Enny.
Bobek
Był wczesny wieczór. Enny dzielnie otworzyła zeszyt walcząc ze swoją naturą. To było silniejsze od niej. Od dawna wiedziała, że siła, która w niej drzemie kiedyś się ujawni. Nie chciała tego. Wiedziała, że nie będzie to nic przyjemnego. Jednak nie znała prawdy.
- Przestań! – powiedziała.
Jednak on nie dawał za wygraną. Męczył ją od środka. Kusił. Lecz była silna. Zaczęła czytać notatki.
- Zespolenie administracji stanowi zasadę prawa administracyjnego, formułowaną w ustawach i dotyczącą… - przerwała czytanie.
Coś w niej drgnęło. Czuła, że musi to z siebie wyrzucić. Jakże ciężko pogodzić się z czymś, co jest niezależne od woli. Jednak zmęczyło ją to na tyle, że przestała ze sobą walczyć. Wiedziała, że prędzej czy
później musi to zrobić.
- Chcę się uczyć! – krzyknęła. – Dlaczego zawsze mi w tym przeszkadzasz. Jesteś okrutny.
Rzuciła zeszytem o ścianę. Z jej oczu sączyła się mała łza. Była zła i zrozpaczona.
Nagle zerwała się z łóżka i pobiegła tam. Tam gdzie zawsze się to odbywało. Tam gdzie jej natura ujawniała się w najmniej oczekiwanym momencie. Szybko zdjęła ubranie. Widziała, że stając z naturą twarzą w twarz musi się z nią utożsamić.
- Zaczynaj! – krzyknęła i usiadła na białym tronie.
To co się później stało wzbudziło w niej niedosyt. Nie oczekiwała takiego rezultatu.
- Tylko na tyle cię stać? – zapytała.
Jednak nikt jej nie odpowiedział. On milczał. Unosił się na falach klozetowych emaili. Nic nie mówił. To był bobek. Mały brązowy bobek. Zazwyczaj było ich kilka i były znacznie większe niż ten, który ujawnił się dzisiaj.
- Co to ma być? – krzyknęła z oburzeniem.
Jej stan emocjonalny można było przewidzieć. Uczucie przed ujawnieniem się bobka, wskazywało na coś znacznie większego, potężniejszego. Jednak to był tylko mały bobek. Drzemała w nim ukryta siła, której nikt nie był jeszcze w stanie odkryć i wyjaśnić. Ona sama nie wiedziała czemu akurat ją to spotkało. Czemu akurat mały bobek tak ją wykończył, tak ją męczył.
Nagle… bobek zanurkował. Nie było go widać przez chwilę. Jakby szykował się do ataku. Woda w tronie spiętrzyła się. Niemal kipiała. Enny pochyliła się nad tronem by bliżej przyjrzeć się temu zjawisku. W tym momencie bobek, niczym kamień wyrzucony w powietrze z nieziemską siłą wyskoczył z wody i uderzył dziewczynę w czoło.
- Aaaałaaaa!! – krzyknęła.
Bobek odbił się od czoła dziewczyny i upadł do wody, robiąc wielkie „plum!”. Z wnętrza tronu słychać było jakby cichy chichot. Enny stała przez chwile unieruchomiona. Potem na z jej twarzy można było odczytać złość i upokorzenie. Tupnęła gniewnie nogą i wcisnęła spłuczkę.
- Giń! Przepadnij! – krzyczała.
Woda znów spiętrzyła się, lecz było to wynikiem spłukiwania. Zrobił się szum. Dziewczyna wpatrywała się w wodę. Po chwili szum ustał. Bobka już tam nie było. Rozpromieniła się. Odetchnęła i zaczęła myć dłonie. Spojrzała w wiszące nad umywalką lustro. Miała na czole mały dołek. To bobek uderzając w jej czoło, zostawił ślad. Ślad, który zostanie jej na całe życie. Mimo wszystko Enny odczuła ulgę. Uczucie to wzbudziło w niej taki entuzjazm, że podśpiewując wróciła w podskokach do pokoju. Podniosła roztrzaskany o ścianę zeszyt, otrzepała z kurzu i zaczęła edukację.
Tak oto zły początek przerodził się w szczęśliwe zakończenie.
Koniec. :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz